1% KRS 00 00 05 09 05
Edycja 2011
ZBIORKA PUBLICZNA

Po co tyle?

20.12.2011
Po co tyle?
fot. Marcin Zieliński
Nigdy nie zapomnę dnia, kiedy po raz pierwszy zobaczyłam dom tej rodziny. Mała chatka w środku pola, oddalona od najbliższej osady o ponad 10 km.
Starszy Pan Adam mieszka tam sam z córką. Ich życie nie jest łatwe. Dom krzyczał z bólu i nędzy. Obdarte ściany, betonowa posadzka pomalowana farbą olejną, brak wody, a do tego krowy chude jak charty rosyjskie.

Jak żyć kiedy w lodówce jest jedynie puszka śledzi? Praca jest nieosiągalna, bo kto przyjmie do pracy osoby bez wykształcenia z upośledzeniem umysłowym? Wyrwanie się z błędnego koła nędzy jest prawie nieosiągalne. Ten obraz został w moim sercu na zawsze.

Do magazynu pojechałam na dzień przed finałem SZLACHETNEJ PACZKI. Ubieranie sali, odbieranie i pakowanie paczek to niezwykle przyjemne doświadczenie, ale w moich myślach wciąż kryła się obawa, że paczka dla rodziny pana Pawła i pani Agnieszki nie będzie tym, czego im potrzeba.

"Darczyńca właśnie przyjechał" - na te słowa serce podskoczyło mi do gardła, a nogi ugięły się pod ciężarem odpowiedzialności. Weszli! Młode małżeństwo z małym dzieckiem, a za nimi ludzie z jedenastoma wielkimi, pięknie opakowanymi paczkami. Moje oczy zrobiły się szklane. "Nie zawiedli mnie" - ta myśl zagościła w moim sercu wystarczyło mi spojrzenie na uśmiech darczyńców i sposób, w jaki wszystko przygotowali. Nasza rozmowa trwała długo, na temat spraw różnych.

Gdy odjechali czekałam już tylko na moment, kiedy będę mogła jechać do rodziny. I nastała ta chwila. Było już ciemno, kiedy samochód przemierzał polne drogi nieoświetlone żadną lampą i dzikie lasy. Błądziliśmy długo, aż w ciemnościach ukazało nam się jedno okienko, w którym błyszczała mała żarówka.

Stanęłam przed domem, a obok mnie pojawiła się rodzina. Byli zaskoczeni i jednocześnie bardzo przejęci. Paczki zostały wniesione do środka, a ich ilość została spuentowana skromnym pytaniem "po co tyle?". Gdy wszystko zostało rozpakowane w oczach rodziny, a także w moich zagościły łzy. Oboje przymierzali ubrania, przytulali paczki z makaronem.

Czas wypełnić formularz. Pan Paweł patrzył na mnie wzruszony i powiedział "Nauczyłem się pisać swoje imię i nazwisko. Mógłbym podpisać odbiór?" Oniemiałam. Łzy spłynęły mi po policzkach. Drżąca ręka pisała litery na formularzu, a wszyscy obecni w pokoju płakali razem ze szczęścia i wzruszenia. Tego dnia nie zapomnę nigdy. Niektórzy do szczęścia potrzebują złotych gór, innym wystarczy kromka chleb...

Aleksandra Suwińska

Już teraz możesz przekazać 1% na Paczkę!
KRS 0000050905
Komentarze:
Dodaj komentarz 8
  • Gosia
    2011-12-20 16:36:55
    Cytuj
    Aż się popłakałam..Daj Boże aby P.Adam i jego córka mieli więcej przyjaciół którzy ich docenią jako ludzi.Przecież każdy z nas ma serce.uczucia i każdy człowiek zasłużył na odrobinę szczęścia..Kłaniam się nisko Darczyńcom i Wolontariuszom którzy pomogli P.Adamowi i jego córce...Łzy same cisną się do oczu takie smutne.
  • Gosia
    2011-12-20 16:40:31
    Cytuj
    przepraszam pogubiłam sie z imionami.
  • Emilia
    2011-12-21 11:06:30
    Cytuj
    Ja pikole , popłakałam się .....
  • Hanna Dobierska
    2011-12-22 15:24:09
    Cytuj
    Rzadko zdarza mi się płakać, ale tym razem ja też się popłakałam. Cudowna historia, dobrze, że darczyńca nie zawiódł.
  • Joanna
    2011-12-29 23:04:20
    Cytuj
    Historia rzeczywiście smutna.
    Ja się jednak zastanawiam nad czymś innym, nad losem wspomnianych krów.
    Skoro już na początku zimy są chude jak harty, to wiosny raczej one nie dożyją.
    Czy wolontariusz znający adres rodziny mógłby spróbować zrobić coś i w tej sprawie?
    Można zebrać jakieś fundusze i zakupić choćby od okolicznych rolników jakąś paszę dla tych zwierząt. Siano, koniczynę, może coś jeszcze, co pomoże przetrwać tym krowom do wiosny, do pierwszej trawy...
  • Emilia
    2011-12-29 23:24:27
    Cytuj

    Joanna

    Historia rzeczywiście smutna.
    Ja się jednak zastanawiam nad czymś innym, nad losem wspomnianych krów.
    Skoro już na początku zimy są chude jak harty, to wiosny raczej one nie dożyją.
    Czy wolontariusz znający adres rodziny mógłby spróbować zrobić coś i w tej sprawie?
    Można zebrać jakieś fundusze i zakupić choćby od okolicznych rolników jakąś paszę dla tych zwierząt. Siano, koniczynę, może coś jeszcze, co pomoże przetrwać tym krowom do wiosny, do pierwszej trawy...

    Brawo ,popieram w 100%. Sama mam w domu małe zoo, zwierzątka które były w złych warunkach ,zle traktowane ,a przecież niczemu nie winne. One też należą do rodziny i to nie tylko w tych dobrych chwilach ,ale i w tych gorszych ,nie zapominajmy też o nich.
  • Agnieszka76
    2012-01-08 16:42:21
    Cytuj
    PANI MARTO!!! JESLI CZEKA PANI NA WPŁATY, TO PRZYNAJMNIEJ POWINNA PANI PODAC SWOJ DOKLADNY ADRES, ABY KTOS MOGL POTWIERDZIĆ PANI SYTUACJĘ.
    TO, ŻE PODAŁA PANI SWOJ NR KONTA NA FORUM JEST NIE DO POMYŚLENIA!

    MAM TYLKO NADZIEJE, ZE NIKT NIE DOKONA WPLATY BEZ SPRAWDZENIA PANI SYTUACJI!
Aby dodać komentarz musisz być zalogowanym użytkownkiem. Zaloguj się lub zarejestruj jeżeli nie masz jeszcze konta
Partnerzy strategiczni
Partnerzy
Patroni medialni