Procedury poinformowania Wolontariusza o wybraniu „jego” rodziny przez Darczyńcę są takie same, otrzymuje się e-maila z kodem Rodziny, następnie wchodzi na stronę SzP, znajduje się dane Darczyńcy i działa dalej wg określonych zasad „savoir-vivre” Szlachetnej Paczki. W moim przypadku było podobnie.
To był czwartek, wchodząc na pocztę i widząc informację o wybraniu Rodziny przez Darczyńcę, poczułam ulgę i samoistnie pojawił się uśmiech na mojej twarzy. Szybko powędrowałam na stronę Szlachetnej Paczki aby dowiedzieć się kim jest ów Bohater i móc się z Nim skontaktować. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego jak na proces kontaktu z Darczyńcą, gdyby nie fakt, że „mój Darczyńca” obok dziwnego nr telefonu, napisał „Francja”. Otworzyłam szeroko oczy ze zdumienia i czytając Jego dane powiedziałam do siebie głośno: „coo?? To niemożliwe!”. Jeszcze raz weszłam na stronę aby upewnić się, że to „moja” Rodzina i że to nie żaden błąd czy pomyłka druku. Ale znów pojawiło się to samo. Serce zaczęło bić jak szalone, radość była niezmierzona. Szybko chwyciłam za telefon by podzielić się tą radosną informacją z Liderką Regionu. W głowie miałam mnóstwo myśli, cieszyłam się ale powoli zaczął pojawiać się niepokój. A co, jeśli ktoś robi sobie żarty? Co będzie, jeśli Darczyńca nie wie co to za Akcja, jaki jest jej prawdziwy cel? A co, jeśli nie potrafią mówić po Polsku? By rozwiać wszystkie wątpliwości, usiadłam przed laptopem, zaczęłam zdanie po zdaniu tworzyć e-maila ze wszystkimi informacjami i pytaniami, a zwłaszcza w jaki sposób Darczyńca dostarczy Paczkę na wielki finał tak, by mogła się ona znaleźć u Rodziny w odpowiednim czasie. Do wieczora żadnej odpowiedzi nie uzyskałam więc niepewność bardziej rosła. W piątek, jak na studenta przystało pojechałam do szkoły. Moim najbliższym zleciłam, by co godzinę sprawdzali skrzynkę odbiorczą i informowali mnie o nadchodzących mailach. Siedząc na wykładzie dostałam sms, że Pan Tomek odpisał. Nie mogąc doczekać się końca wykładu, szybko pobiegłam do sali informatycznej by przeczytać wiadomość. Ulga! Pan Tomek pisze po polsku! :) w mailu przeczytałam, że On wraz ze swoją Mamą są Francuzami ale znają język polski, że chcą pomóc potrzebującym i przygotować paczkę. Ale największa niespodzianka czekała na końcu maila… Darczyńcy zobowiązali się podjąć długofalową pomoc dla Rodziny! Znów otworzyłam szeroko oczy, serce po raz kolejny chciało wyskoczyć, szybko zadzwoniłam do Liderki Rejonu by poinformować o dalszych etapach. Od Pauliny (LR) usłyszałam, że się bardzo cieszy, że to niesamowite, cieszyła się wraz ze mną, ale usłyszałam też: „Monia, Oni ci zaufali. Oni chcą pomóc tej Rodzinie, nie możesz Ich zawieść. Od ciebie teraz bardzo, bardzo dużo zależy”. Ciarki przeszły mi po plecach, doszło do mnie, że to już nie przelewki, że to nie żarty, że biorę udział w naprawdę wielkiej misji i ode mnie zależy czy i jaką pomoc otrzymają potrzebujący. Wróciłam na zajęcia, choć tak naprawdę byłam tam tylko ciałem, bo duchem byłam zupełnie gdzie indziej, myślałam o wszystkim, co przeczytałam i jak wszystko dalej zorganizować. Wieczorem napisałam kolejnego maila, wyjaśniającego, że na kontakt z Darczyńcą i pomoc długofalową zgodzić musi się także Rodzina. Poprosiłam Wolontariusza Wspomagającego – Grzesia, aby pojechał w sobotę do Rodziny, poinformował o wszystkich radosnych informacjach oraz zapytał o zgodę na kontakt z Panem Tomkiem i Jego Mamą ponieważ ja musiałam jechać na uczelnię. W sobotę na zajęciach siedziałam jak na szpilkach czekając na informacje od Rodziny. Grzesiu napisał, że Rodzina wyraziła zgodę na kontakt z Darczyńcą oraz że ogromnie się ucieszyli. Kiedy wróciłam wieczorem do domu, napisałam Panu Tomkowi kolejnego maila z informacjami od Rodziny. Pan Tomasz bardzo podziękował i poinformował, że od jutra zaczną przygotowywać paczkę. Dotychczasowy kontakt utrzymywałam z Panem Tomaszem poprzez maila. Postanowiłam zadzwonić w niedzielę do Pani Zofii (Mamy) i porozmawiać o ewentualnych wątpliwościach w związku z paczką. W niedzielę wieczorem, kiedy wróciłam do domu ze szkoły, wykręciłam podany numer ale długo nie naciskałam „zielonej słuchawki”. W ciągu dnia myślałam, co powiedzieć, jak powiedzieć, myślałam, że w głowie mam już wszystko ułożone ale nagle czarna pustka! Obawy i zdenerwowanie wzięły górę. Wybiła godzina 19, wzięłam dwa głębokie wdechy i zadzwoniłam. Z każdym sygnałem serce biło coraz mocniej.... Nagle usłyszałam kobiecy głos w słuchawce. Przedstawiłam się, powiedziałam, że dzwonię z Polski w sprawie Szlachetnej Paczki… „aha, tak tak, wiem, wiem” – znów ulga! Pani Zofia mówi po polsku! :) Mówiłam o wszystkim, tłumacząc po kolei co i jak, Pani Zosia przytakiwała francuskim „łi, łi”, kończąc zapytałam, czy ma jakieś pytanie, na to usłyszałam zawahanie i niemożność dobrania polskich słów. W ostateczności, porozumiałyśmy się bez problemu. Darczyńcy z Francji obiecali wysłać paczkę kurierem 3go grudnia tak, by mogła spokojnie dotrzeć na finał, który przewidywany jest na 9-11 grudnia. Po rozmowie usiadłam na łóżku i jeszcze raz, z wielkim uśmiechem analizowałam całą rozmowę. W poniedziałek Pan Tomek podziękował za rozmowę telefoniczną, powiedział, że Mama bardzo ucieszyła się z rozmowy i że Ona także była zdenerwowana by nie mylić języków oraz że zaczynają przygotowywać paczkę.
W prawie każdym mailu od Pana Tomka czytałam, że chcą aby Rodzina miała godne Święta, że Rodzina nie może głodować i muszą myśleć o sobie i sobą się zajmować. Teraz jesteśmy nadal w kontakcie e-mail’owym. 3go grudnia po raz kolejny zadzwonię by otrzymać potwierdzenie o wysłaniu paczki.
„Moje” Rodziny mają już swoich Darczyńców. Nie mogę doczekać się finału i rozwożenia paczek do Rodzin aby zobaczyć Ich wielką radość. Niemniej jednak, ciągle angażuję się w poszukiwanie i pozyskiwanie Darczyńców dla pozostałych Rodzin z naszego regionu bo ważne żeby wszędzie dotarła pomoc, nie tylko do „mojej” Rodziny.
Codziennie myślę, jak WIELKIE serca muszą mieć Ludzie, którzy decydują się pomóc osobom, w potrzebie…? Codziennie myślę, jak OGROMNE serca mają Ludzie, którzy mieszkają ponad 1200 km i chcą pomóc obcej dla siebie Rodzinie spełniając Ich potrzeby, „tracąc” swój czas i pieniądze..?. Jak bardzo trzeba zaufać nam - Wolontariuszom i Rodzinom… Pan Tomasz wraz z Mamą zdecydowali się na pomoc długofalową. Zobowiązali się wysyłać paczki Rodzinie przez 6 miesięcy. Długo nie mogłam uwierzyć, że to prawda, że to nie żarty.
Poprzez ten artykuł chcę w imieniu swoim i wszystkich Wolontariuszy a przede wszystkim Rodzin, PODZIĘKOWAĆ wszystkim Darczyńcom-Super Bohaterom oraz Sponsorom, którzy poświęcają kawałek, a często bardzo duży „kawał” siebie, by innym choć w Święta żyło się lepiej i aby pojawił się uśmiech.
Wszyscy Darczyńcy to Anioły, które obejmują niewidzialnym skrzydłem najbardziej potrzebujące osoby. Warto pomagać bo dobroć zawsze wraca!
To był czwartek, wchodząc na pocztę i widząc informację o wybraniu Rodziny przez Darczyńcę, poczułam ulgę i samoistnie pojawił się uśmiech na mojej twarzy. Szybko powędrowałam na stronę Szlachetnej Paczki aby dowiedzieć się kim jest ów Bohater i móc się z Nim skontaktować. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego jak na proces kontaktu z Darczyńcą, gdyby nie fakt, że „mój Darczyńca” obok dziwnego nr telefonu, napisał „Francja”. Otworzyłam szeroko oczy ze zdumienia i czytając Jego dane powiedziałam do siebie głośno: „coo?? To niemożliwe!”. Jeszcze raz weszłam na stronę aby upewnić się, że to „moja” Rodzina i że to nie żaden błąd czy pomyłka druku. Ale znów pojawiło się to samo. Serce zaczęło bić jak szalone, radość była niezmierzona. Szybko chwyciłam za telefon by podzielić się tą radosną informacją z Liderką Regionu. W głowie miałam mnóstwo myśli, cieszyłam się ale powoli zaczął pojawiać się niepokój. A co, jeśli ktoś robi sobie żarty? Co będzie, jeśli Darczyńca nie wie co to za Akcja, jaki jest jej prawdziwy cel? A co, jeśli nie potrafią mówić po Polsku? By rozwiać wszystkie wątpliwości, usiadłam przed laptopem, zaczęłam zdanie po zdaniu tworzyć e-maila ze wszystkimi informacjami i pytaniami, a zwłaszcza w jaki sposób Darczyńca dostarczy Paczkę na wielki finał tak, by mogła się ona znaleźć u Rodziny w odpowiednim czasie. Do wieczora żadnej odpowiedzi nie uzyskałam więc niepewność bardziej rosła. W piątek, jak na studenta przystało pojechałam do szkoły. Moim najbliższym zleciłam, by co godzinę sprawdzali skrzynkę odbiorczą i informowali mnie o nadchodzących mailach. Siedząc na wykładzie dostałam sms, że Pan Tomek odpisał. Nie mogąc doczekać się końca wykładu, szybko pobiegłam do sali informatycznej by przeczytać wiadomość. Ulga! Pan Tomek pisze po polsku! :) w mailu przeczytałam, że On wraz ze swoją Mamą są Francuzami ale znają język polski, że chcą pomóc potrzebującym i przygotować paczkę. Ale największa niespodzianka czekała na końcu maila… Darczyńcy zobowiązali się podjąć długofalową pomoc dla Rodziny! Znów otworzyłam szeroko oczy, serce po raz kolejny chciało wyskoczyć, szybko zadzwoniłam do Liderki Rejonu by poinformować o dalszych etapach. Od Pauliny (LR) usłyszałam, że się bardzo cieszy, że to niesamowite, cieszyła się wraz ze mną, ale usłyszałam też: „Monia, Oni ci zaufali. Oni chcą pomóc tej Rodzinie, nie możesz Ich zawieść. Od ciebie teraz bardzo, bardzo dużo zależy”. Ciarki przeszły mi po plecach, doszło do mnie, że to już nie przelewki, że to nie żarty, że biorę udział w naprawdę wielkiej misji i ode mnie zależy czy i jaką pomoc otrzymają potrzebujący. Wróciłam na zajęcia, choć tak naprawdę byłam tam tylko ciałem, bo duchem byłam zupełnie gdzie indziej, myślałam o wszystkim, co przeczytałam i jak wszystko dalej zorganizować. Wieczorem napisałam kolejnego maila, wyjaśniającego, że na kontakt z Darczyńcą i pomoc długofalową zgodzić musi się także Rodzina. Poprosiłam Wolontariusza Wspomagającego – Grzesia, aby pojechał w sobotę do Rodziny, poinformował o wszystkich radosnych informacjach oraz zapytał o zgodę na kontakt z Panem Tomkiem i Jego Mamą ponieważ ja musiałam jechać na uczelnię. W sobotę na zajęciach siedziałam jak na szpilkach czekając na informacje od Rodziny. Grzesiu napisał, że Rodzina wyraziła zgodę na kontakt z Darczyńcą oraz że ogromnie się ucieszyli. Kiedy wróciłam wieczorem do domu, napisałam Panu Tomkowi kolejnego maila z informacjami od Rodziny. Pan Tomasz bardzo podziękował i poinformował, że od jutra zaczną przygotowywać paczkę. Dotychczasowy kontakt utrzymywałam z Panem Tomaszem poprzez maila. Postanowiłam zadzwonić w niedzielę do Pani Zofii (Mamy) i porozmawiać o ewentualnych wątpliwościach w związku z paczką. W niedzielę wieczorem, kiedy wróciłam do domu ze szkoły, wykręciłam podany numer ale długo nie naciskałam „zielonej słuchawki”. W ciągu dnia myślałam, co powiedzieć, jak powiedzieć, myślałam, że w głowie mam już wszystko ułożone ale nagle czarna pustka! Obawy i zdenerwowanie wzięły górę. Wybiła godzina 19, wzięłam dwa głębokie wdechy i zadzwoniłam. Z każdym sygnałem serce biło coraz mocniej.... Nagle usłyszałam kobiecy głos w słuchawce. Przedstawiłam się, powiedziałam, że dzwonię z Polski w sprawie Szlachetnej Paczki… „aha, tak tak, wiem, wiem” – znów ulga! Pani Zofia mówi po polsku! :) Mówiłam o wszystkim, tłumacząc po kolei co i jak, Pani Zosia przytakiwała francuskim „łi, łi”, kończąc zapytałam, czy ma jakieś pytanie, na to usłyszałam zawahanie i niemożność dobrania polskich słów. W ostateczności, porozumiałyśmy się bez problemu. Darczyńcy z Francji obiecali wysłać paczkę kurierem 3go grudnia tak, by mogła spokojnie dotrzeć na finał, który przewidywany jest na 9-11 grudnia. Po rozmowie usiadłam na łóżku i jeszcze raz, z wielkim uśmiechem analizowałam całą rozmowę. W poniedziałek Pan Tomek podziękował za rozmowę telefoniczną, powiedział, że Mama bardzo ucieszyła się z rozmowy i że Ona także była zdenerwowana by nie mylić języków oraz że zaczynają przygotowywać paczkę.
W prawie każdym mailu od Pana Tomka czytałam, że chcą aby Rodzina miała godne Święta, że Rodzina nie może głodować i muszą myśleć o sobie i sobą się zajmować. Teraz jesteśmy nadal w kontakcie e-mail’owym. 3go grudnia po raz kolejny zadzwonię by otrzymać potwierdzenie o wysłaniu paczki.
„Moje” Rodziny mają już swoich Darczyńców. Nie mogę doczekać się finału i rozwożenia paczek do Rodzin aby zobaczyć Ich wielką radość. Niemniej jednak, ciągle angażuję się w poszukiwanie i pozyskiwanie Darczyńców dla pozostałych Rodzin z naszego regionu bo ważne żeby wszędzie dotarła pomoc, nie tylko do „mojej” Rodziny.
Codziennie myślę, jak WIELKIE serca muszą mieć Ludzie, którzy decydują się pomóc osobom, w potrzebie…? Codziennie myślę, jak OGROMNE serca mają Ludzie, którzy mieszkają ponad 1200 km i chcą pomóc obcej dla siebie Rodzinie spełniając Ich potrzeby, „tracąc” swój czas i pieniądze..?. Jak bardzo trzeba zaufać nam - Wolontariuszom i Rodzinom… Pan Tomasz wraz z Mamą zdecydowali się na pomoc długofalową. Zobowiązali się wysyłać paczki Rodzinie przez 6 miesięcy. Długo nie mogłam uwierzyć, że to prawda, że to nie żarty.
Poprzez ten artykuł chcę w imieniu swoim i wszystkich Wolontariuszy a przede wszystkim Rodzin, PODZIĘKOWAĆ wszystkim Darczyńcom-Super Bohaterom oraz Sponsorom, którzy poświęcają kawałek, a często bardzo duży „kawał” siebie, by innym choć w Święta żyło się lepiej i aby pojawił się uśmiech.
Wszyscy Darczyńcy to Anioły, które obejmują niewidzialnym skrzydłem najbardziej potrzebujące osoby. Warto pomagać bo dobroć zawsze wraca!

Komentarze:
Dodaj komentarz 0
Aby dodać komentarz musisz być zalogowanym użytkownkiem. Zaloguj się lub zarejestruj jeżeli nie masz jeszcze konta