1% KRS 00 00 05 09 05
Edycja 2011
ZBIORKA PUBLICZNA

Ostatnio drużyna Paczki spisała się znakomicie. Wspomnienie

24.09.2011
Ostatnio drużyna Paczki spisała się znakomicie. Wspomnienie
„Nie wierzę, że to dzieje się naprawdę! Dzieci mają wreszcie porządne, wielkie łóżko.”
To była połowa listopada 2010 roku. Wtedy na tablicy ogłoszeniowej w pracy wywiesiłam, trochę od niechcenia, plakat promujący kampanię darczyńców SZLACHETNEJ PACZKI. To było to hasło, które szybko chwyciło za serca nie tylko fanów piłki nożnej: REAL’NA POMOC. Nie spodziewałam się jeszcze, że nasze biuro w czasie zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia zamieni się w klub zapaleńców aktywizujących znajomych do włączenia się w pomoc i przygotowania najlepszej paczki dla rodziny w potrzebie. 


A zaczęło się od nieśmiałych pytań odnoszących się do tego jednego wiszącego w korytarzu plakatu: „SZLACHETNA PACZKA? Czy to ten projekt promowany przez Jerzego Dudka i Real Madryt? Jak wyście go zwerbowali?... To ci, którzy w zeszłym roku zamknęli Grzegorza Turnaua w pudle? To ten niekonwencjonalny ksiądz siedzący w konfesjonale przed supermarketem?...”  Pytań pojawiało się coraz więcej, odpowiadałam na każde, na które umiałam, podsyłałam strony, zdjęcia, maile. Opowiadałam o znanych z telewizji osobach zaangażowanych w projekt, o wolontariuszach, którzy wchodzą w trudny świat biedy i stają się super bohaterami, i o rodzinach, które otwierają im ten świat przez skrzypiące, stare drzwi.

Koledzy w pracy słuchali i kiwali głowami: że idea wprawdzie piękna, ale żeby tak poświęcać swój czas dla obcego?... Nie, przecież ledwo starcza go dla siebie samego… A jednak! Ten pogląd wywrócił im się wkrótce do góry nogami. Koleżanka rzuciła hasło: „A ja to bym została wolontariuszem!” Druga zaproponowała: „Ja chcę zrobić taką paczkę! Gdzie mogę wybrać rodzinę? Pomożecie?”

Ruszyła lawina dobroci. Kolega, którego żona spodziewała się dziecka, biegał po sklepach w poszukiwaniu maleńkich bucików dla dziesięciomiesięcznej Oli, najpiękniejszych i najwygodniejszych na tę małą stópkę. Znalazł! "Patrzcie, to najmniejsze buciki świata" - cieszył się jak dziecko. Zakupów było więcej. Nie zapomnę nigdy płyty Justina Biebera, o której dwunastoletnia Ania mówiła, że marzy o niej najbardziej na świecie, a my, wolontariusze i darczyńcy, nie mieliśmy zielonego pojęcia, kim jest ten cały Justin... Płyta zakupiona! Ale będzie radości!

Znajomi w pracy zorganizowali też składkę. Do ręcznie sklejonego pudełka z napisem „SZLACHETNA PACZKA” wrzucaliśmy każdy tyle, ile mógł. Zebrała się pokaźna suma, którą częściowo przeznaczyliśmy na środki spożywcze, kosmetyki i chemię gospodarczą, które znalazły się na liście potrzeb rodziny. Wreszcie ruszyliśmy do salonu po łóżko. Pamiętam eksplozję radości, kiedy jednym głosem wybraliśmy: „To będzie najlepsze!! Jeszcze tylko raz sprawdźmy, czy wymiarami na pewno odpowiada do wielkości mieszkania.. Zgadza się, bierzemy!”

Co się działo później? Osobiście byłam jednym z wolontariuszy w rejonie, w którym mieszkała rodzina, więc uczestniczyłam w przekazywaniu paczki. Było nas czworo, a paczek?... Wiele więcej! Klatka schodowa ciemna, a piętro czwarte. Och… Lekko nie było... Za to widziałam, jak małe, jednopokojowe mieszkanie pani Kasi zapełniało się po brzegi kolorowymi pakunkami, a jej twarz rumieniła się i nie kryła zadziwienia. Na końcu chłopaki wnieśli też łóżko. Usłyszeli tylko: „Nie wierzę, że to dzieje się naprawdę! Dzieci mają wreszcie porządne, wielkie łóżko.”

Parę dni później na skrzynkę mailową każdego z zaangażowanych wolontariuszy przyszedł mail. W załączniku skan kartki świątecznej i listu od pani Kasi: „Dla ludzi o wielkim sercu. Nie umiem wyrazić, jak bardzo jestem Wam wdzięczna za pomoc…”

Komentarze:
Dodaj komentarz 0
Aby dodać komentarz musisz być zalogowanym użytkownkiem. Zaloguj się lub zarejestruj jeżeli nie masz jeszcze konta
Partnerzy strategiczni
Partnerzy
Patroni medialni