Trochę zrezygnowani idziemy dalej, napotykamy starszą Panią i śmiało pytamy, czy zna kogoś, komu można pomóc. Ku naszemu zdumieniu prowadzi nas ona do tego samego domu, który chcieliśmy odwiedzić. Otwiera bez pukania drzwi. Wchodzimy do środka, a małej kuchni na wersalce dostrzegamy schowaną, chudą postać. To Pani Janina. Cierpi od wielu lat na chorobę Parkinsona, mieszka sama, bez ciepłej wody, gazu, bo nie dała rady opłacać.
Nie mamy wątpliwości – tu potrzebna jest nasza pomoc. Drugi pokój stoi pusty, bo nie ma go jak ogrzać, łazienki w domu też nie ma. Pani Jasia bardzo rzadko opuszcza swój pokój - nie ma siły się już poruszać. Jedyną pomocą jest dla niej córka i uprzejma sąsiadka. Większość czasu i tak spędza sama.
Przy pomocy rodziny uzupełniamy ankietę, bo Pani Janina niedosłyszy. Okazuje się, że prawie wszystko wydaje na lekarstwa, że na niewiele może sobie pozwolić.
Największe marzenie? Czajnik elektryczny i „krzesło toaletowe”, bo załatwianie się do wiadra jest uciążliwe. Przyda się też żywność, bo brakuje praktycznie wszystkiego. Nieco zszokowana ilością pytań Pani Jasia dodaje „Dla mnie już pomocy nie trzeba, ale wezmę co będzie”.
Nikt wcześniej nie przyszedł tutaj z pomocą, jesteśmy pierwsi, Paczka jest pierwsza. Szczęśliwi z takiego zbiegu okoliczności, ale też poruszeni losem starszej kobiety wychodzimy zmierzając powoli w kierunku kolejnego miejsca spotkań…
Ale po drodze… walący się dom, zardzewiałe ogrodzenie,
nieuporządkowane podwórko i znowu to malutkie światełko. Mocując się nieco z
zawiązaną drutem furtką i lekką obawą czy nie napadnie nas jakiś podwórkowy
czworonóg pukamy do drzwi. Otwiera starsza, kulejąca kobieta, trochę nieufnie
wynurza się zza drzwi. Opowiadamy, że jesteśmy z wolontariatu, że chcemy
porozmawiać, może będziemy mogli pomóc.
Kobieta odwraca się i zakrywa dłońmi
twarz „Do mnie nikt nigdy z pomocą nie przyszedł” - mówi.
Czujemy się jeszcze
bardziej zachęceni i próbujemy nawiązać rozmowę, ale padają słowa „Ja nie mam
się czym odwdzięczyć, więc nie mogę przyjąć pomocy”.
Próbujemy wyjaśnić, że nic
nie chcemy w zamian. Nieco zachęcona kobieta opowiada, że ona kiedyś też
pomagała, że lepiej jakbyśmy jakiejś rodzinie z dziećmi pomogli, bo ona już
stara jest, schorowana.
Po wielu pertraktacjach umawiamy się na spotkanie za
kilka dni. Zgodnie z obietnicą wracamy, wchodzimy do środka, do malutkiej
kuchni. Stary dom sprawia wrażenie nieremontowanego od kilkudziesięciu lat, na
ścianach grzyb, odpadająca farba, na podłodze prowizoryczna posadzka. Jest bardzo zimno.
Pani Basia opowiada nam,
że dzieci już z nią nie mieszkają, że nie mają jak pomóc, a mąż młodo zmarł. Rentę
ma niewielką, a z domu nie wychodzi, bo kilka razy upadła i nie mogła się
podnieść. Nie ma jak złożyć podania o zasiłek, zresztą nawet nie wie jak.
Zapytana o koszty utrzymania domu mówi, że energię opłaca z góry, zdarza się,
że pod koniec miesiąca prądu nie ma. Lodówki nie używa, bo za dużo kosztuje.
Pomimo panujących od wielu dni niskich temperatur jeszcze ani razu nie włączyła
ogrzewania, nie wie na ile węgla będzie ją stać.
Kiedy cała ankieta jest już wypełniona i pada pytanie o marzenia, Pani Basia odpowiada „Nas w domu było ośmioro, jak było jedzenie to nikt o niczym więcej nie marzył. Ja nigdy o niczym nie marzyłam”.

Komentarze:
Dodaj komentarz 0
Aby dodać komentarz musisz być zalogowanym użytkownkiem. Zaloguj się lub zarejestruj jeżeli nie masz jeszcze konta