Wspieramy ludzi w potrzebie, którym wydaje się, że nie są dla nikogo ważni.

Pomagamy starszym i samotnym

Wiemy, jak pomagać mądrze.

Wpłacam teraz >



Niedawno było wszystko

 

- Nie miałam co jeść. SZLACHETNA PACZKA uratowała mi życie – wspomina pani Danuta. W Krakowie mówią na nią „pani z pieskiem”. Codziennie rano mijają ją setki ludzi, ale zauważa niewielu. Oni pędzą do pracy, ona wraca do pustego domu.

 

Syn jest w hospicjum. Zaczęło się, gdy dostał powołanie do wojska. Zasłabł na manewrach. Diagnoza była jak wyrok: stwardnienie rozsiane. Od lat nie ma z nim żadnego kontaktu. Drugi syn jest w Anglii, ale i jego jakby nie było. Nie dał znać od szesnastu lat. – Córka? Też wyjechała. Odwróciła się od rodziny – pani Danuta nie potrafi zrozumieć, dlaczego dzieci ją zostawiły. Przecież tak się starała, by zapewnić im dobrobyt.

Jeszcze niedawno był mąż. W ogóle jeszcze niedawno było wszystko. Dobra praca pielęgniarki w szpitalu uniwersyteckim. Mieszkanie przydzielone w centrum miasta. Spokojne święta, małe, rozbrykane dzieci. Mąż też zarabiał. Tak niedawno. Tak dawno. Tak niedawno.

 

Pani z pieskiem zostaje sama

Kilka lat temu, w upalne lato, pani Danuta wybrała się z mężem za miasto, nad Wisłę. Nie dojechali na miejsce. Mąż nagle stracił kontrolę nad autem i uderzył w słup. Danuta jeszcze nie wiedziała, że ma złamany kręgosłup i połamane żebra. Zadzwoniła po pogotowie. Dziwiło ją zachowanie męża: stał oparty o samochód i nie mógł się ruszyć. Nic nie mówił. Coś go zablokowało. Dopiero ratownicy zabrali go do szpitala. Razem z nią. Niedługo potem wrócili do domu, ale on wkrótce zmarł.

Została z psem. Przygarnęli go jeszcze razem ze schroniska. Gdy po wypadku leżała z mężem w szpitalu, pies musiał wrócić do schroniska. Przez dwa tygodnie nic nie jadł. Wrócił wymizerowany. – Widzieliście kiedyś, jak płacze pies? – pyta pani Danuta. A jak płacze człowiek? Chwilę po śmierci męża pani Danucie wycięto pierś. Nowotwór.

 

Pomóż potrzebującym wygrać walkę z biedą. Chcę pomóc, wpłacam >>

 

Zaczęła odwiedzać sąsiadkę. Jej dzieci też wyjechały. – Serce mi pękało, gdy słyszałam, jak do niej dzwonią i pytają o zdrowie – wspomina. – Wracałam wtedy do siebie i zamykałam drzwi, stawałam przy oknie i patrzyłam na pędzących ludzi. Tak blisko, za szybą, a tacy obcy. Jej nie widział nikt.

A jednak się nie poddała. – Po śmierci męża zostało mi po odjęciu świadczeń i kosztów leków 300 zł na życie miesięcznie. Nie miałam co jeść. I wtedy przydarzyła mi się SZLACHETNA PACZKA – mówi. – Darczyńcy to ludzie o wielkim sercu. Ich pomoc, to dla wielu osób szansa na przeżycie. Wiem, co mówię. Takich ludzi jak ja jest naprawdę wielu.




Każda Twoja wpłata ma znaczenie, bo to właśnie dzięki Twojemu wsparciu, docieramy do tych, o których inni zapomnieli. 


Pomóż nam dalej działać!

Wpłacam teraz >