Brand

Żeby żyć #4 Spotkanie

Czego można nauczyć się od kulturysty? Dlaczego warto otwierać się na innych? Kiedy zaczyna się prawdziwa przygoda? W ostatnim odcinku o Wielkim Poście ks. Jacek WIOSNA Stryczek opowiada o spotkaniach, które prowadzą nas do zmian.

- Dla mnie prawdziwy trening sprawia, że kiedy trafię na równego sobie to razem możemy zdobywać szczyty, które dla każdego z nas osobno byłyby nierealnym celem. A dzięki temu, że trenuję, że mam siłę, jestem gotowy do podejmowania dużo większego wysiłku i odchodzenia od pokusy komfortu. To właśnie otwiera przestrzeń na spotkania – podkreśla ks. Jacek w czwartym odcinku cyklu Żeby Żyć.

Zobacz odcinek:

 

 

Żeby Żyć to wyjątkowy cykl opowieści ks. Jacka WIOSNY Stryczka o Wielkim Poście. Jeżeli przegapiłeś poprzednie odcinki, możesz obejrzeć je tu: 1 >>> 2 >>> 3 >>>

 

***

Tymczasem, z okazji Świąt Wielkanocnych, Ks. Jacek WIOSNA Stryczek udziela nam wywiadu podsumowującego cykl wielkopostny „ŻEBY ŻYĆ”!

 

 

Wielki Post to podobno czas wyrzeczeń i nowych postanowień. Jak Ksiądz podchodzi do takich wyzwań?

 

Moim wielkim odkryciem dotyczącym życia ludzkiego jest takie zdanie: Miarą wielkości człowieka jest największe wyzwanie, które podjął i wygrał. Ono wzięło się z lat studenckich, kiedy miałem w sobie swoistą huśtawkę emocjonalna – raz wydawało mi się, że jestem kimś niesamowitym, a potem, że jestem beznadziejny. I tak na okrągło. W końcu wpadłem na pomysł, że to, jaki jestem mogę łatwo zweryfikować, wchodząc w różne życiowe sytuacje.

Na przykład jakie?

Choćby, gdy ktoś kogoś bije, a ja tam interweniuję. Ktoś potrzebuje pomocy, a ja od tego nie uciekam. Zaobserwowałem, że kiedy wchodzę w nową sytuację, to przekonuję się, kim naprawdę jestem. A poza tym trenuję siebie, dzięki czemu radzę sobie w trudnych momentach. To jest jak z chodzeniem po górach czy jazdą na nartach - jeżeli jeżdżę po coraz bardziej stromych stokach, to za każdym razem próbuję, co już umiem, a czego się jeszcze muszę nauczyć. Trzeba mierzyć wysoko i podejmować wielkie wyzwania, w których człowiek będzie mógł się nie tylko sprawdzić, ale i kształtować.

To trochę tak jak z jedną z pasji Księdza - ćwiczeniami na siłowni. Tam też człowiek pracuje nad sobą, sprawdza swoje możliwości, kształtuje charakter, a nie tylko mięśnie i kondycję.

Generalnie wiadomo, że nie ma sensu rozwijać tylko jednej partii mięśni. Trzeba prowadzić trening, który jest harmonijny. Ja uwielbiam książkę Arnolda Schwarzeneggera o kulturystyce, w której daje swoją receptę na zostanie mistrzem świata. Według „Terminatora” większość kulturystów popełnia ten sam błąd i ćwiczy tylko te partie mięśni, które ma dobrze rozwinięte. A receptą na sukces jest, żeby szczególnie intensywnie pracować nad tymi, które jeszcze nie osiągnęły imponujących rozmiarów. I my mamy też takie pokusy, żeby zajmować się tym, co nam łatwo przychodzi, a omijamy to, co sprawia nam trudności. A tutaj trzeba właśnie odwrotnie.

Idealną okazją do sprawdzenia swoich możliwości i kształtowania siły charakteru wydaje się księdza autorski pomysł – EKSTREMALNA DROGA KRZYŻOWA.

Dla mnie jest tak naprawdę jeden cel tej drogi krzyżowej. Ona polega na tym, że na początku człowiek ma dużo siły, dużo zapału, marsz przychodzi łatwo. Ale z biegiem czasu, z kolejnymi pokonanymi kilometrami, sił zaczyna brakować i pojawia się kryzys. I to jest właśnie klucz całej EKSTREMALNEJ DROGI KRZYŻOWEJ. Warto iść właśnie dla tego kryzysu, w którym włącza się całe zapotrzebowanie na komfort.

Czyli praca nad sobą to nieustanne przekraczanie swoich granic i wchodzenie w obszary, które sprawiają nam najwięcej kłopotu?

Jestem wielkim zwolennikiem chodzenia po krawędzi swoich możliwości, ryzykowania i przekraczania siebie. Warto  też w ten sposób planować Wielki Post - w sposób ekstremalny, czyli na granicy swoich możliwości. Ja uwielbiam wchodzić w nowe, absurdalne sytuacje, ponieważ wreszcie wtedy nie jestem sam dla siebie więzieniem. I wydaje mi się, że sednem Wielkiego Postu jest właśnie takie wychodzenie ze swojej strefy komfortu, żeby odkrywać nowe rzeczy, nowe światy, wchodzić w nowe sytuacje.

A jak zmotywować kogoś, kto nie ma w sobie chęci do podejmowania wyzwań?

Jeżeli ktoś mówi, że mu się nie chce, to proszę bardzo - każdy decyduje za siebie. Ale ja na siłowni nauczyłem się jednego: jeżeli nie używamy naszych mięśni, to one po prostu flaczeją. Jeśli nie trenujemy to tracimy kondycję, a jeśli nie pracujemy nad sobą to stajemy się coraz słabsi. Człowiek słaby mentalnie ma coraz mniej możliwości i jeszcze bardziej mu się nie chce. My jesteśmy ludźmi i potrzebujemy wyzwań, żeby w ogóle być. Bez tego się nie da!

A od czego taką pracę należy zacząć?

Kluczowym elementem zmiany jest doświadczenie tego, że sytuacja w jakiej się obecnie znajduję mi nie odpowiada. Jeżeli tego nie mam, to po drodze zawsze motywacja spada i szukam usprawiedliwienia tego, że mi się nie chce. A gniew na sytuację, w której jestem aktualnie, daje mi powód i siłę do przejścia dalej.

Siła płynąca z gniewu? Pewnie dla wielu osób to dosyć niespotykane podejście do Wielkiego Postu.

Nasza ciekawość świata, otwartość na nowości jest jak podmuch wiatru, który sprawia, że nasza żaglówka płynie. Komfort i wymówki są cały czas w nas i jeżeli nie potrafimy tych uczuć zastąpić gniewem i motywacją do zmian, to nie znajdziemy w swoich emocjach tego wiatru. Wiele osób wchodząc w Wielki Post, podejmując pracę nad sobą, wolałoby raczej wiosłować własnymi siłami i się męczyć. A ja jestem spryciarzem i wolę żeglować. Dlatego początek jest właśnie w szukaniu gniewu, tej niezgody na to, jak jest dzisiaj.

 

Czyli, krótko mówiąc, bez gniewu ciężko o zmianę.

Zarządzanie swoim gniewem jest naprawdę czymś kluczowym, bo z tego rodzi się siła gotowa pokonywać barykady. Ja nieustannie potrafię znaleźć w sobie gniew w różnych sytuacjach i ten gniew cały czas popycha mnie do przodu. Uwielbiam tego typu sytuacje. Na pewno drugi człowiek obok jest dodatkowym motywatorem, natomiast nie pochwalam robienia czegoś tylko dlatego, że wszyscy tak robią. To jest w ogóle jakaś masakra. W Wielkim Poście należy robić coś swojego.

A jak sprawić, żeby to wszystko nie poszło na marne?

 

Mam taką zasadę, że jeżeli coś mi nie wyszło pierwszy raz i zaczynam robić to po raz kolejny, to się zatrzymuję i szukam gwałtownie rozwiązań, które mogą mnie poprowadzić w inną, dobrą stronę. Nie chcę do tego podchodzić drugi raz tak samo. Tak więc to jest kwestia podejścia systemowego, jak w zarządzaniu. Musimy wszystko badać, weryfikować, poznawać po owocach. Wtedy wiemy, czy idziemy w dobrą stronę, czy też nie.

Brzmi to trochę tak, jakby każdy z nas miał być inżynierem własnych zmian.

Tutaj nie chodzi tylko o sam fakt pomiarów. Najważniejsze jest to, co mierzymy. Dla mnie ogromnym odkryciem jest przykazanie o miłości wzajemnej. Mówi ono, że nie powinienem kochać tak, jak czuję, tylko sprawić, żeby ten, kogo kocham, też potrafił kochać. Więc przyglądam się ludziom z którymi spędzam czas, sprawdzam, czy oni potrafią kochać bardziej. I tak długo się zmieniam, aż to zacznie działać. Mam ten prosty mechanizm w sobie od dawna. To wszystko da się zweryfikować, bo 1 000 000 ludzi w SZLACHETNEJ PACZCE, którzy potrafią wzajemnie kochać, to jest mierzalna wartość.

Więc nie tylko gniew, ale i spotkania z innymi to również motor napędowy zmian.

Trzeba uważać, żeby od tej siły nie popaść w samouwielbienie. To wyklucza wpływ innych na zmianę, która może w nas nastąpić. Wtedy nie ma właśnie tego magicznego spotkania, tego motoru napędowego w podejmowaniu pracy nad sobą.

Otwarcie się na innych jest konieczne?

 

Dopiero w momencie, gdy ktoś się otwiera, ja mogę zaistnieć taki, jaki jestem. Mogę pokazać to, co jest nieoczywiste, nieintuicyjne dla drugiej osoby. Tak więc dopóki nie otworzymy swojego okna na innych, zawsze będziemy odbierani tylko przez wycinek tego, kim tak naprawdę jesteśmy. Wiem, że większość ludzi szuka tego co zna. Dlatego gorąco zachęcam do otwierania się i wychodzenia ze strefy komfortu.

Czyli po takim otwarciu, spotkaniu, jesteśmy już na właściwiej drodze?

Właśnie to jest najlepsze, ponieważ tego nigdy nie wiadomo. I to jest ta przygoda. Wtedy od nowa zaczyna się walka o to, czy to ma sens, czy podołam, czy znajdę w sobie siły i gniew do kolejnych zmian. To nie jest tak, że jedno spotkanie zamyka całą przygodę. Ono dopiero ją rozpoczyna. I tak jak powiedziała kiedyś moja znajoma: zmiana to naturalny stan człowieka. Nie stagnacja, ale zmiana.