Wolontariuszka Akademii Ola_1

 – Skończyłam trzydziestkę. Pomyślałam: Boże, czas zejść na ziemię. Ale pewnie niewiele by z tego wyszło, gdyby nie pandemia. Byłam stewardessą. Przez ostatnich kilka lat żyłam na walizkach, ciągle w ruchu, ciągle się coś działo, ludzie, miejsca, ogromna intensywność. I nagle: stop. Wszystko stanęło. Nadmiar wolnego czasu. Co z nim zrobić? Musiałam zmienić pracę, ale to był tylko początek. Zrozumiałam, że muszę się zatrzymać.

 – Wolontariuszką byłam jeszcze w szkole, potem na studiach, pamiętałam to doświadczenie, więc wiedziałam, że to może mi pomóc poukładać sobie różne sprawy. Dołączyłam do Akademii Przyszłości. Zależało mi na tym, żeby zaangażować się na dłużej i żeby przekonać się, czy mogę się sprawdzić w zupełnie nowej roli, spożytkować to, czego się dotąd nauczyłam, być dla kogoś wsparciem. A Akademia działa właśnie w ten sposób – przez kilka miesięcy regularnie spotykasz się z uczniem na indywidualnych zajęciach, jesteś tylko dla niego, wspólnie pracujecie nad tym, z czym ma problem.

Wolontariuszka Akademii Ola_2

 – Trafiłam na Olafa. Bardzo mądrego, wrażliwego chłopaka, ale też bardzo nieśmiałego, pozamykanego, nieufnego. Nie czułam, że mu pomagam, że muszę go za wszelką cenę zmienić, to się po prostu działo. Budowaliśmy relację, słuchałam go, akceptowałam, starałam się podążać za tym, co mi komunikuje. Niby nic wielkiego, ale okazało się, że on właśnie tego potrzebuje, że to mu pozwala się lepiej poznać, zaakceptować. Gdy po którymś spotkaniu podszedł i mnie uściskał, wiedziałam, że wydarzyło się coś ważnego, że się przełamał, otworzył.

 – Nie przypuszczałam jednak, że to działa w dwie strony, bo ja zyskałam nie mniej od niego.

Olaf przypomniał mi, jak to jest być dzieckiem, zobaczyłam w nim siebie.
I to nie siebie, którą byłam kiedyś, ale taką, jaką jestem dziś

Która czasem czegoś nie wie, trochę błądzi, szuka. I że to jest w porządku. Uświadomiłam sobie, że skoro umiem być wyrozumiała dla niego, uważna na jego potrzeby, to mogę też podobnie traktować siebie. A nawet powinnam. I to dla mnie najcenniejsza lekcja, której nie odrobiłabym, gdyby nie Akademia Przyszłości. Tak, w końcu zeszłam na ziemię.