Wolontariuszka Paczki Teresa_3

– To było w kilka lat temu, w grudniu. Wyszłam na spacer i zobaczyłam uśmiechniętych ludzi, którzy przenosili pięknie zapakowane prezenty z samochodu do wielkiej sali. Nie widziałam, o co chodzi. Zapytałam i okazało się, że to wolontariusze Szlachetnej Paczki, że trwa Weekend Cudów, a te prezenty są w drodze do rodzin w potrzebie. Bardzo mnie to zaintrygowało, najbardziej ludzie. Biło od nich coś, co nie dawało mi spokoju.

– Zaczęłam szukać informacji i przez kolejne miesiące dojrzewałam do decyzji. Byłam wtedy jeszcze niepełnoletnia, więc najpierw zostałam wolontariuszką towarzyszącą. I dorastałam z Paczką. Dziś jestem liderem rejonu! Oprócz tego studiuję dziennie na trzecim roku fizjoterapii, dorabiam, opiekując się dziećmi, chodzę po górach, oprowadzam wycieczki, a ostatnio zaczęłam malować.

Wolontariuszka Paczki Teresa_1

– Jak znajduję przy tym czas jeszcze na wolontariat? To źle postawione pytanie, bo ja to wszystko robię nie pomimo zaangażowania w Paczkę, ale właśnie dzięki niemu! Przez te lata nauczyłam się – i ciągle uczę – zarządzania czasem, zespołem, zadaniami do wykonania.

Paczka dała mi też szersze spojrzenie na świat,
przekroczyłam granicę swojej „bańki”.

Zorientowałam się, jak bardzo inaczej widzi się takie problemy jak bieda, choroby czy samotność, gdy zmieni się choć na chwilę perspektywę.

–  No i te relacje, ludzie, to coś nieuchwytnego, co dostrzegłam tamtego wieczoru. Z wieloma rodzinami, którym pomogliśmy kilka lat temu, do dziś utrzymuję kontakt, na przykład pani Ela zawsze ma dla mnie ciasto, nawet czasem za dużo. To samo w gronie wolontariuszy: spotykamy się, spędzamy razem czas, pielęgnujemy przyjaźnie. Z Kasią zjeździłam autostopem Słowację, Justynę odwiedziłam w Pradze, a ze Zbyszkiem – naszym najstarszym, przekochanym osiemdziesięcioletnim wolontariuszem – wybraliśmy się nawet niedawno na wycieczkę w góry.